RSS
 

By niejadek zjadł obiadek i inne reklamy

04 lut
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Witam!leki

Nie mogę się powstrzymać przed wyrażeniem swojej opinii. Wiele się o tym ostatnio mówi w mediach społecznościowych – że „rośnie pokolenie lekomanów” albo, że „leniwe matki zamiast pilnować dobrze zbilansowanej diety dziecka idą do apteki po gotowe preparaty”, bo „lepiej wzmacniać organizm hartowaniem, miodem i malinami niż sztucznym syropem z apteki”.

Ano racja – jedna reklama pogania drugą… Mój mąż nawet ostatnio stwierdził, że kobieta ma łykać tabletki, żeby nie jeść a dziecko na odwrót… ;) Limitki, żeby nie jeść słodyczy, Apetizer by niejadek zjadł obiadek, do tego Tran Mollers na odporność i super żelki Cerutin z witaminami, które Twoje dziecko uwielbia bo są w kształcie dinozaurów czy jakiś tam miśków… A wieczorem, żeby nie było niewyspane następnego dnia (bo potem cały dzień jest zmęczone w szkole, a przecież nie chcesz tego, prawda?) – podaj mu Tulleo… Nawet mój syn wie, że Lizaki Natursept „dzieciom smakują i gardło kurują” a ten syrop z reklamy to jest na suchy i mokry kaszel (Herbapect).

Suplementacja zaczyna się już w okresie płodowym. Kwas foliowy. Zaryzykujesz rozszczep kręgosłupa i nie weźmiesz? Założę się że nie! A zaraz potem idzie omega-3 – przyspiesza rozwój mózgu i oczu dziecka. No chyba chcesz, żeby było mądre i dobrze widziało? A witaminy? Dzieci uwielbiają żelki. To nic, że zawierają tylko kilka witamin i cukier – przecież dbasz o swoje dziecko! Hitem ostatnich reklam jest nieszczęsne Tulleo. Komu się chce w środku nocy wstawać do dziecka? No wiadomo, że nikomu, lepiej dać syropek na sen… Rewelacyjnie się sprzedaje bo nie ma żadnego produktu na sen dla dzieci od 3 lat bez recepty. A niewyspany rodzic to zdesperowany rodzic. Najlepsze jest to poczucie winy, które wzbudza reklama – bo każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej.  I klient zjawia się w aptece…

Nie jestem zwolenniczką podawania syropków na wszystko i bez potrzeby. Zawsze zaczynam leczenie moich dzieci od naturalnych metod. Swoim dzieciom podaję na stałe tylko tran. Ten z reklamy, ale bynajmniej nie przekonała mnie do tego reklama tylko jego skład i …smak. Miód jemy/pijemy codziennie. Uważam, że nasza dieta jest dobrze zbilansowana, jemy owoce i warzywa, reglamentujemy dzieciom słodycze. Mimo tego chcę zaznaczyć, że jestem z tych „leniwych matek” i kupuję syropki w aptece! Tak – teraz to już widzę te komentarze, że przecież lepiej dać maliny i napar z lipy… Nie są to niestety egzemplarze, które wypiją mi zaparzone ziółka i przeziębienie im minie. Jeśli Ty takie masz – gratuluję! Są różne dzieci i mają różne organizmy – jedne chorują mniej i przeziębienie trwa u nich 3 dni a inne – tak jak moje – z głupiego przeziębienia wychodzą ponad tydzień (o ile zapalenie oskrzeli się nie wywiąże)! Może ma na to wpływ alergia/astma – nie mnie to osądzać. Staram się wspierać ich układ odpornościowy jak najbardziej naturalnie. A preparaty które im podaję z apteki też wybieram – porównuję skład, zawartość substancji, nawet aromaty! Po to właśnie zaczęłam pisać ten blog. Żeby nie kupować nie wiadomo ile preparatów na wszystko a wybrać ten jeden, który naprawdę trzeba. O ile trzeba.

Jako farmaceutka stojąca po drugiej stronie lady zawsze polecam najpierw naturalne metody. Przykładowo jeśli przyjdziesz do mnie po Apetizer na pewno spytam o wagę dziecka (BMI) i jego dietę – czy nie podjada słodyczy przed głównymi posiłkami, ile dokładnie je i kiedy. Może nie jest konieczny Apetizer? Ten schemat można powtórzyć z większością suplementów. Może naprawdę nie są konieczne.

Ale czasem warto się nimi wspomóc, np. ja wybieram suplementy lub leki bez recepty (dla siebie lub dzieci), kiedy:

- mają dużą zawartość substancji czynnej w 1 porcji – np. wyciąg z 1,5 kg żurawiny w 1 kapsułce, albo czosnek – mogę zjeść 1 kapsułkę bezzapachowego wyciągu z czosnku zamiast całej główki

- nie dostarczam z pożywieniem danych witamin czy minerałów czy innych składników lub dostarczam ale w niewystarczającej ilości – np. wapń przy diecie bezmlecznej, witaminy z żelazem lub samo żelazo w okresie karmienia piersią lub po cięższej i długiej chorobie u dzieci, omega-3/tran (bo nie jemy ryb 3x w tygodniu tak jak się powinno). A tak na marginesie – mamy tak przetworzoną żywność, że np. te ziemniaki, które dzisiaj jemy mają pewnie połowę tych witamin i minerałów co jedli nasi dziadkowie a za to 2x tyle substancji szkodliwych. O ile nie są modyfikowane genetycznie…

- w przeziębieniu – niezbędne są mi syropy przeciwgorączkowe (a to czysta chemia), idę na łatwiznę jeśli chodzi o metody naturalne i zamiast lipy i malin (lipy dzieci moje nie tkną a malin swoich nie mam) kupuję Lipomal. Zamiast zrobić syrop cebulowy (który u mnie wytrzymuje bez zepsucia pół dnia, nie wiem czemu) kupuję gotowy. Tak – konserwanty. Podobnie inne syropy na przeziębienie – z czarnym bzem, prawoślazem, bluszczem, tymiankiem, szałwią…. i tu można wymieniać. Czy jestem „leniwą matką”?

To teraz przyznaj czy na gorączkę stosujesz leki z ibuprofenem/paracetamolem czy czekasz aż sama spadnie??? A na kaszel??? Jeśli znajdzie się jakaś czytająca to osoba, która nigdy nie stosowała u dzieci ŻADNYCH suplementów to koniecznie proszę o komentarz! Jeśli chcesz napisać co o tym myślisz – też się nie krępuj! Po to są komentarze.

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
 

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×