RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2015

Szczepionka MMR a autyzm

25 kwi

Tym razem o związku między szczepionką na MMR a autyzmem, albo też o jego braku…

Ostatnio wiele rodziców niepokoi właśnie to szczepienie, podawane w okolicach 13-15 miesiąca życia dzieck2050-szczeptyzma. Zwykle dzieci do tego czasu rozwijają się zupełnie prawidłowo, a po szczepieniu na MMR następuje tzw. regres rozwoju – dziecko traci zdobyte wczesniej umiejętności, przestaje mówić, chodzić, jest jakby „w swoim świecie” co sugeruje autyzm. Jest wiele takich przypadków – rodzice tych dzieci mówią, że to po szczepieniu, natomiast lekarze uważają to za zbieg okoliczności. Objawy autyzmu są obserwowane właśnie u dzieci w takim wieku, do 2 lat, początkowo zdrowo się rozwijających, stąd wrażenie, że to po szczepieniu.

W przypadku tego schorzenia obserwuje się upośledzenie wydalania toksycznych metabolitów, co powoduje przedłużone pozostawanie rtęci i glinu w organizmie. Więc nawet to powinno sugerować na istniejące zależności między autyzmem a szczepionkami. Taką zależność (między występowaniem zaburzeń jelitowych a objawami autyzmu) zaobserwował słynny dr Wakefield, gastroenterolog. Jego wyniki potwierdzające wystąpieniu autyzmu po szczepionce MMR (odra, świnka, różyczka) zostały opublikowane w 1998r w prestiżowym czasopiśmie „The Lancet”. A w 2004r. po ich przeanalizowaniu i zbadaniu przez szereg lekarzy, profesorów itp. The Lancet wycofał ten artykuł (! precedens). Stwierdzili, że to oszustwo a samemu Wakefieldowi i jego współpracownikowi odebrano prawo wykonywania zawodu lekarza, generalnie jest on zupełnie skończony, ale nadal broni swoich badań (!).

Artykuł opublikowany w The Lancet był opisem serii 12 przypadków; przedstawiono w nim propozycje „nowego zespołu klinicznego”, obejmującego zapalenie jelit i autyzm z regresem rozwoju, który powiązano z MMR jako „wyraźnym czynnikiem wyzwalającym.” Ale w rzeczywistosci:

  • U 3 z 9 dzieci, u których opisano autyzm z regresem rozwoju nigdy nie rozpoznano żadnego rodzaju autyzmu. Tylko w jednym przypadku bez watpienia wystapił autyzm z regresem. – może nie był to autyzm ale dzieci cofnęły się w rozwoju i utraciły kontakt – to chyba poważne a nie nieistotne…
  • Chociaż w artykule podano, ze wszystkie 12 dzieci „wcześniej rozwijało się prawidłowo”, u 5 udokumentowano wcześniejsze nieprawidłowości rozwojowe – ale mimo to je zaszczepili, a poza tym pozostałe 7 było całkowicie zdrowe przed szczepieniem a po już nie?
  • U niektórych dzieci opisano wystąpienie pierwszych zaburzeń zachowania kilka dni po szczepieniu MMR, ale w dokumentacji medycznej odnotowano je dopiero kilka miesięcy po szczepieniu.
  • W 9 przypadkach niewzbudzające podejrzeń wyniki badań histologicznych wycinków okrężnicy – prawidlowy obraz albo minimalne zmiany w zakresie liczby komórek zapalnych – zostały zmienione podczas „ponownej analizy” badania przez uczelnie medyczna na „nieswoiste zapalenie jelita grubego” – wyniki zależą od laboratorium?
  • Podano, że rodzice ośmiorga dzieci obwiniali szczepionkę MMR, podczas gdy w szpitalu takie zarzuty sformułowało 11 rodzin. Pominięcie podejrzeń 3 z nich – wszyscy podawali, że problemy zdrowotne wystapiły dopiero kilka miesięcy po MMR – pomogło w stworzeniu wrażenia związku czasowego w okresie obejmującym 14 dni. Czy zaburzenia wystąpiły 14 dni czy 2 miesiące PO szczepieniu dla mnie nie ma znaczenia, istotne, że WYSTĄPIŁY!!!
  • Pacjenci byli rekrutowani dzięki pomocy działaczy organizacji przeciwników MMR, a badanie było zamówione i finansowane w celu przygotowania pozwu sądowego. No tak – to sugeruje wynik

Tak czy inaczej moje wnioski są 2:

1) Wakefield zrobił badanie wybierając dzieciaki których historia i wyniki choroby najbardziej mu pasują do założonego celu (stwierdzenia, że MMR spowodowała autyzm) i pewnie dostał z tego niezłą kasę.

2) ale fakty są i takie, że te zdrowe wcześniej dzieciaki (7/12 czyli ponad połowa!) po MMR (no niech będzie że kilka miesięcy po) już nie były takie zdrowe. Czy to tylko przypadek? Gdyby to było 1/12 albo 2/12… ale 7??? Może jednak jest coś na rzeczy? Poza tym te, które już jakieś zaburzenia miały – po MMR miały je bardziej nasilone. To też niedobrze.

To mnie popchnęło do dalszych poszukiwań jak to z tym związkiem sczepienia na MMR a autyzmem jest.

Odnośniki:

http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/show.html?id=59132

http://www.mp.pl/pediatria/artykuly-wytyczne/artykuly-przegladowe/show.html?id=58021

https://autyzmaszczepienia.wordpress.com/gdzie-ten-dowod/mmr-a-autyzm/

Oczywiście większość lekarzy przyjmuje stanowisko, że to niemożliwe, aby szczepionka na MMR w jakikolwiek sposób zwiększała ryzyko powstania autyzmu. Nie dotarłam do żadnych wiarygodnych badań, które by potwierdzały związek autyzmu z tą konkretnie szczepionką.

Ale niestety jest coraz więcej przypadków rodziców, którzy udowodnili przed sądem, że autyzm u ich dziecka wystąpił właśnie po tym szczepieniu! Rodzice ci dostali spore odszkodowania od państwa.

patrz tutaj:

- http://www.stopnop.pl/aktualnosci1/163-usa-odszkodowanie-autyzm

- http://stopnop.pl/aktualnosci1/131-wlochy-wygrane-odszkodowanie-za-autyzm-poszczepienny

Według wytycznych WHO na temat niepożądanych odczynów poszczepiennych wirus odry w szczepionce monowalentnej wymieniany jest obok szczepionki trójwalentnej MMR  jako możliwa przyczyna poszczepiennego uszkodzenie mózgu, którego kryteria rozpoznania to:

wystapienie w ciągu 6 – 12 dni po szczepieniu MMR lub monowalentną szczepionką przeciw odrze dwóch z następujących kryteriów:

  1. Drgawki
  2. Wyraźna zmiana zachowania dziecka utrzymująca się dzień lub dłużej.
  3. Wyraźne zaburzenia stanu świadomości trwające dzień lub dłużej – co oznacza:
  • Zmniejszenie lub zanik reakcji na środowisko (jeśli reaguje, to tylko na podniesiony głos lub bolesne stymulacje);
  • Zmniejszenie lub zanik kontaktu wzrokowego (nie utrzymuje wzroku skupionego na członkach rodziny lub innych ludziach); lub
  • Niespójność lub zanik odpowiedzi na zewnętrzne stymulacje (nie rozpoznaje poznanych już ludzi czy rzeczy).

Ponadto encefalopatii mogą towarzyszyć drgawki, zaburzenia snu, krzyk mózgowy, nieutulony płacz.

Owe zapalenie mózgu może być właśnie przyczyną objawów zaliczanych do „spektrum autyzmu”. Czyż to co powyżej to mało?

Na czym polega problem, żeby udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że MMR powoduje lub nie powoduje autyzmu?

Objawy autyzmu u większości autystycznych dzieci występowały w związku czasowym po szczepieniu MMR, ale sama diagnoza została postawiona dużo, dużo później – i to już za późno, żeby powiązać to z MMR (bo opisy regresji rozwoju które widzieli rodzice są niewystarczające przecież).

Co gorsza – każdy przypadek „autyzmu po MMR” powinien być odrębnie analizowany – jak widać w innych krajach nieustępliwi rodzice potrafili przed sądem udowodnić, że ich dziecko po szczepieniu ewidentnie się zmieniło i cierpi na autyzm. Sami badacze  (https://autyzmaszczepienia.wordpress.com/gdzie-ten-dowod/mmr-a-autyzm/madsen-dania-2002/) nawet sugerowali, że to że oni w dużym badaniu populacyjnym nie zaobserwowali związku między MMR a autyzmem nie oznacza wcale, że tego związku nie ma lub sugerowali, że mogą istnieć dzieci bardziej podatne na uszkodzenie mózgu po tym szczepieniu.

Najgorsze jest w tym wszystkim to, że to my – rodzice musimy podjąć decyzję szczepić, czy nie szczepić. Ja nadal biję się z myślami, czy wogóle i jak tak to kiedy podać podstawowe szczepienia, więc na razie MMR ryzykowała nie będę ;)

 

Astma u dziecka – jak z tym żyć

18 kwi

Witam!

Kiedy mój syn miał 3 lata trafiliśmy zupełnie przypadkiem do lekarza pulmonologa. Mieliśmy wykonać tylko prześwietlenie płuc ale po osłuchaniu dziecka okazało się, że ma świsty w oskrzelach – natychmiast na miejscu dostał inhalację. I pomału zaczęliśmy oswajać się z podejrzeniem astmy. Na początku był strach – jak on będzie z tym żył. Codzienne inhalacje, ograniczenia w uprawianiu sportu, wogóle w funkcjonowaniu. Ale teraz po 2 latach już wiem, że to nie jest takie straszne. Tylko raz musieliśmy pilnie jechać na pogotowie, bo dziecko się dusiło. Po tym incydencie zmieniłam pediatrę (która tego samego dnia go badała i stwierdziła, że nic mu nie jest). Rozpoznanie astmy u małego dziecka jest bardzo trudne. Dlatego opiszę jakie były u nas objawy na początku – zupełnie lekceważone przez lekarzy (chodziliśmy do kilku różnych pediatrów i nikt nigdy nawet nie zasugerował, że to może być astma).

Co powinno zaniepokoić:

- kaszel – suchy kaszel, czasem „szczekający”, dziecko kaszle co chwilę (np. co 30 sekund) tak jakby coś mu siedziało na krtani, płytko oddycha, może być osowiałe, jakby zmęczone – tego po moim dziecku zwykle nie widać. Tylko raz był osowiały – skończyło się na pogotowiu. Kaszel nie trwa cały dzień tylko pojawia się najczęściej w nocy – gdzieś tak o drugiej-trzeciej (dokładnie wtedy, kiedy najlepiej się śpi… ;) albo nad ranem (ta pora też jest niezła – wstajesz, dajesz inhalację, kładziesz się na 15 min. i dzwoni budzik do pracy…)

- dziecko szybko się męczy – nie lubi biegać, jeździć na rowerze i inne wysiłkowe rzeczy – tu uwaga – syn biega jak inni, ale nie lubi np. się ścigać, po szaleństwach na dworze czasem kaszle (czyli mamy skurcz oskrzeli)

- kaszel po nagłej zmianie temperatury – np. przy wejściu z zimnego dworu do ciepłego mieszkania, czasem wyzwala go też zimne powietrze

- jeśli jest astma alergiczna kaszel może pojawić się np. po kontakcie z kotem czy innym futrzakiem, albo po odkurzaniu dywanu zwykłym odkurzaczem (konieczny filtr HEPA)

Niestety ten kaszel może być mylony ze zwykłym przeziębieniem. Poprzednia pediatra kazała nam dawać syropy na kaszel – coraz to inne, w końcu inna pediatra rozpoznała zapalenie oskrzeli – kolejno 2 antybiotyki… Prywatnie chodziliśmy do specjalisty neonatologa – leczyła homeopatią też bez efektu…  Na szczęście trafiliśmy w końcu na dobrego pulmonologa. Jak wygląda rozpoznanie astmy u małego dziecka? U dorosłego podstawą jest spirometria. Dziecko jest za małe na to badanie. Astmę można stwierdzić podając dziecku sterydy jeśli po okresie odstawienia ich nadal ma napady duszności. U nas ostatnie odstawienie sterydów skończyło się takim napadem, więc póki co musimy je stosować dalej.

Astma w praktyce. Jak to wygląda? IMG_20150418_204755

Mały dostaje inhalacje 2x dziennie przez tubę. Wcześniej tuba obejmowała też nos, teraz ma tylko ustnik. Nie jest to skomplikowane, dziecko już prawie samo potrafi wykonać inhalację. Dodatkowo w razie duszności podajemy drugi aerozol, też przez tubę – taki rozszerzający oskrzela. Problem jest jeszcze taki, że dziecko samo nie wie kiedy to zrobić – nie potrafi powiedzieć, że ciężko mu oddychać.

Mamy od niedawna jeszcze takie urządzonko jak Peak Flow Meter. IMG_20150418_204706Najpierw określiliśmy maksymalną pojemność płuc dziecka (max. wydech). Pomaga nam to określić, czy objętość płuc jest zmniejszona (mniej powietrza dziecko wydycha co widać na aparacie). A wtedy trzeba dać dodatkową inhalację rozszerzającą oskrzela.

Co jest najgorsze dla mnie jako rodzica dziecka z astmą? Strach, że w razie duszności w przedszkolu nikt tego nie zauważy. A druga rzecz to fakt, że jest bardziej podatny na wszelkie infekcje. Dla jego kolegów kończą się one 3 dniowym pobytem w domu z przeziębieniem a u nas zapaleniem oskrzeli i tygodniem w domu. Potem wraca do przedszkola i bywa tak, że jest tam 3 dni i łapie kolejną infekcję.  Wiadomo, że taka sytuacja nie jest zbyt komfortowa w naszej pracy, całe szczęście, że mamy babcię i nianię…

Dziecko z astmą w przedszkolu i szkole?

Podejrzewam, że jeśli napisałabym na podaniu o przyjęcie dziecka do przedszkola publicznego, że ma astmę, na bank byśmy się nie dostali. Została ona stwierdzona już we wrześniu po przyjęciu, więc… W przedszkolu (publicznym) nie ma pielęgniarki i nie wolno dzieciom podawać ŻADNYCH leków. Jeśli syn zacznie kaszleć to panie zwykle myślą, że pewnie jest przeziębiony. W razie duszności mają dzwonić po rodziców i wtedy ja lub mąż mamy przyjechać z pracy z inhalatorem (!!!)… Albo dzwonić na pogotowie. Paranoja…. Efekt jest taki, że jeśli dziecko choć trochę kaszle rano to albo zostaje w domu, albo dostaje od razu aerozol rozszerzający oskrzela i jeśli kaszel ustąpi (zwykle jak ręką odjął) idzie do przedszkola. Aerozol ten (Ventolin) działa do 6 godz. więc na czas pobytu w przedszkolu jest zabezpieczony. Ale rzecz jasna nie tak to powinno wyglądać bo nie można stosować tak często Ventolinu… Może w innych przedszkolach jest inaczej, no ale my mamy właśnie takie.

Ostatnio mieliśmy też okazję rozmawiać z dyrektorem przyszłej szkoły syna i tam jest taki plus, że jest pielęgniarka. Ale znów dziecko jest w klasie i nie wiadomo czy nauczyciel (potem inni nauczyciele przedmiotowi) będą w stanie rozpoznać objawy duszności i odróżnić je od przeziębienia. A jeśli rozpoznają – to muszą jeszcze iść do tej pielęgniarki (inne skrzydło budynku) u której będzie aerozol z tubą. Najchętniej schowałabym mu ten aerozol do szafki, ale nie wiem, czy cała klasa by się przypadkiem nie inhalowała :) I tak źle i tak niedobrze… Zanim pójdzie do szkoły będziemy musieli jakoś rozwiązać ten problem.

Czy jedynym leczeniem jest stosowanie sterydów?

Niestety u nas tak – w najmniejszej dawce, która zabezpiecza dziecko przed występowaniem duszności. Im rzadziej stosujemy dodatkowy aerozol rozszerzający oskrzela – tym lepiej kontrolowana astma. Jest takie badanie które określa czy w oskrzelach jest stan zapalny. FENO – badanie tlenku azotu w powietrzu wydychanym. Można je wykonywać bez względu na wiek, polega tylko na spokojnym, jednostajnym dmuchaniu w rurkę. Pokazuje, czy astma jest dobrze kontrolowana, czy dawki sterydów są wystarczające. NFZ go oczywiście nie refunduje, bo przecież po co…

U nas dochodzi jeszcze alergia – usiłujemy ją namierzyć od 2 lat, w testach nic nie wychodzi, a ewidentnie widać, że wiosną, pod koniec lata i późną jesienią pyli „coś” i mamy mimo stosowania sterydów ataki kichania, kaszlu, zmiany na rogówce oka – takie atrakcje. Pomagają dodatkowe leki przeciwalergiczne. Teraz chodzimy do nowego alergologa – może uda nam się wreszcie to „coś” bardziej namierzyć…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Różne inne

 

Odrobaczanie co rok – daleko idąca profilaktyka?

11 kwi

Witam!

Ostatnio miałam okazję przeczytać dyskusję na pewnym forum odnośnie odrobaczania dzieci. Okazuje się, że wielu rodziców podaje swoim dzieciom leki (na receptę – Pyrantelum, Zentel, Vermox) sezonowo – najczęściej po lecie. No bo wiadomo – piaskownica, brudne rączki do buzi i można nabawić się co najmniej owsików. Ale żeby te preparaty podawać profilaktycznie??? Tzn. bez ŻADNYCH objawów u dziecka sugerujących jakieś zarażenie??? No to już gruba przesada! Jestem absolutnie przeciwko i tym postem postaram się wyjaśnić dlaczego. Co ciekawe – są to leki na receptę i raczej ciężko je zdobyć bez (nie wydajemy takich specyfików bez recepty, no ale wiadomo że są wyjątki). Jeśli pediatra wypisze receptę za namową rodzica nie mam nic do gadania – muszę wydać.

Zastanawia mnie skąd takie przeświadczenie, że odrobaczać się powinno dzieci przynajmniej raz do roku?

To nie psy ani koty, które „profilaktycznie” należy odrobaczyć – zresztą nawet u zwierząt przeprowadza się najpierw badanie kału w kierunku pasożytów.

Czy leki przeciwrobacze wogóle są bezpieczne, czy można je stosować tak sobie, raz, dwa razy w roku? Czy jest sens robić badanie kału, skoro i tak może wyjść fałszywie ujemne?

1) Bezpieczeństwo i działania niepożądane – mechanizm działania tych leków polega zwykle na porażeniu układu nerwowego robali co prowadzi do ich wydalenia z organizmu. Niestety martwe robaki uwalniają duże ilości toksyn, które zostały nagromadzone w ich tkankach – stąd mogą wystąpić działania niepożądane takie jak: nudności, wymioty, bóle głowy, wysypka, reakcje alergiczne wymagające stosowania sterydów, nawet reakcje z układu nerwowego (np. drgawki u małych dzieci – stąd stosuje się tylko powyżej 2 lat). Tym silniejsze im więcej pasożytów było w organizmie. Zaznaczyć należy, że działania niepożądane opisywane w ulotce (wszystkie rzadkie czyli 1:1000 do 1:10 000 przypadków) dotyczą samej substancji leczniczej. Ponieważ bada się to na ZDROWYCH ludziach a nie na ludziach którzy mają pasożyty! Czyli może wystąpić i rzadkie działanie z ulotki (dajmy na to biegunka) + reakcja alergiczna na uwolnione toksyny.

Co w przypadku kiedy robali jednak nie mamy? Stosując profilaktycznie narażamy dziecko na działania niepożądane (te z ulotki).

2) Stosowanie bez badania kału – skoro nie wiemy jakiego robala mamy to skąd wiedzieć jak zastosować lek??? Przy owsikach stosuje się 1 tabletkę i powtórka po 14 dniach, ale już przy tasiemcu czy gliście ludzkiej stosuje się przez 3 kolejne dni!

3) Czy jest sens robić badanie kału – no nie oszukujmy się – badanie kału powinno być zrobione przed ale i PO kuracji (aby sprawdzić, czy zadziałała). Niestety wykrywalność robaków jest bardzo niska, ponieważ trzeba trafić na odpowiednią fazę cyklu rozwojowego, kiedy to robaki (owsiki, człony tasiemca) lub ich jaja (glista ludzka, tasiemiec) są obecne w kale. Podobno najłatwiej o to w czasie pełni księżyca (hehe ;) Druga rzecz to dobre laboratorium – jaja szybko ulegają rozpadowi w niekorzystnym środowisku, więc jeśli są trzymane w laboratorium w lodówce i zbadane po kilku dniach… No to – wiadomo, że nic nie wyjdzie… Najlepiej zrobić badanie kału z 3 różnych próbek (z różnych dni) – będzie bardziej wiarygodne.

 Objawem zarażenia pasożytami mogą być:

- nadpobudliwość u dziecka

- kaszel, zwłaszcza w nocy

- zgrzytanie zębami – też w nocy

- duża ochota na słodycze – to cukier robaki lubią najbardziej ;)

- bóle brzucha, biegunki, wymioty (zwłaszcza powtarzające się w odstępach czasu)

- blada cera i „worki” pod oczami

- w przypadku owsików – swędzenie w wiadomym miejscu i to najbardziej dokuczliwe po położeniu się do łóżka – wtedy owsiki wychodzą w poszukiwaniu … eee… kolejnego żywiciela? albo na małe owsikowe bara-bara? W każdym razie wyłażą i wtedy można samemu sprawdzić, świecąc latarką – można je zobaczyć gołym okiem.

Jeśli są faktycznie któreś z powyższych objawów (kilka z nich) to wtedy należałoby zrobić to badanie kału.

Czy można coś podać jak nic w badaniu nie wyjdzie a objawy są – to już waszego lekarza decyzja. Można jeszcze spróbować specyfików ziołowych np.  ParaFarm. To takie ziołowe krople o działaniu przeciwrobaczym i oczyszczającym. Stosuje się codziennie 2x 15 kropli (dzieci) pół godz. przed posiłkiem. Kuracja powinna trwać 7dni, można ją powtórzyć po 3 miesiącach.

Czy to jest skuteczne? Stosowałam u syna ale mieliśmy tylko podejrzenie glistnicy.  Podejrzane objawy (wymioty i bóle brzucha co 2 tygodnie) ustąpiły, ale nie wiem czy była to glistnica czy infekcja (3x pod rząd?). W każdym razie na pewno nie dałabym mu leków na receptę „profilaktycznie”.

Ciekawe swoją drogą co niektórzy rodzice podają jeszcze swoim dzieciom w ramach tak szeroko pojętej profilaktyki…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Różne inne

 

Alergia u dziecka – testy alergiczne

05 kwi

Witam!

Miałam ostatnio okazję poddać dziecko testom alergicznym, więc sporo się na temat alergii dowiedziałam. Okazuje się, że są 2 rodzaje reakcji alergicznej – oczywiście obie mam zaliczone. A jak. U obojga dzieci miałam do czynienia z uczuleniem na mleko. Z tym, że u syna objawy (wysypka, AZS, śluz w kupce, nawet ślady krwi, kolki) występowały od razu – i to jak się okazuje była reakcja IgE zależna. To się dowiedziałam po fakcie. U córki natomiast po wypiciu mleka (nakarmieniu piersią jeśli ja piłam wcześniej mleko) wysypka na buzi pojawiała się następnego dnia, nasilała się jeśli nadal nie trzymałam diety bezmlecznej. I to była tzw. reakcja typu późnego – IgE-niezależna.

Ma to znaczenie właśnie jeśli chodzi o diagnostykę. A konkretnie – dziecko uczulone na mleko krowie powinno być na mleku modyfikowanym takim specjalnym na receptę, dla dzieci z alergią. I tu pediatra lub alergolog może chcieć uzyskać potwierdzenie w postaci testu alergicznego. Oczywiście testy alergiczne dotyczą też innego rodzaju alergii – w tym wziewnej np. na roztocza kurzu, pyłki, kocią/psią sierść itp.

Reakcje IgE zależne można zbadać na 2 sposoby:

1) pobranie krwi i oznaczenie w niej przeciwciał na konkretne alergeny. Przerabiałam to już u obojga dzieci. Czeka się na te wyniki trochę. Przed badaniem trzeba odstawić koniecznie leki przeciwalergiczne, natomiast co ciekawe nie należy unikać kontaktu z potencjalnym badanym alergenem. My żłopaliśmy mleko w przeświadczeniu, że na bank nam wyjdą przeciwciała IgE na mleko. A tu niespodzianka! Większa alergia wyszła na marchewkę i kota niż na mleko. Na wynikach zaznaczony jest też poziom tych przeciwciał – alergia na marchewkę u nas była na poziomie raczej nie powodującym objawów klinicznych. Natomiast kot teoretycznie – mógł je powodować. Ale tu też trzeba spojrzeć na objawy – jeśli dziecko nie kaszle, nie kicha, nie ma problemów z oddychaniem, nie ma wysypki po kontakcie z kotem – znaczy się nie ma objawów alergii. Zwierzaka nie trzeba wyrzucać z domu ;) Może być i tak, że testy wychodzą ujemnie – a ewidentnie widać, że dziecko jest na coś uczulone – tak mam u syna – pod koniec lata pyli „coś” co pogarsza nam kontrolę astmy a w testach nic takiego nie wyszło.

2) testy punktowe – polegają na naniesieniu kropelki alergenu (zwykle nakłada się kilkanaście różnych alergenów) na przedramiona, po czym takim specjalnym narzędziem nakłuwana jest skóra (to nie boli, naprawdę) i czekamy z dzieckiem ok 20 min. na reakcję alergiczną. Jak jest pęcherz i zaczerwienienie większe niż próba kontrolna – znaczy jest alergia. Oczywiście tu też może się zdarzyć, że nie wyjdzie nic a objawy alergii jednak są. Ale z kolei w drugą stronę już nie ma zmyły – jak wyjdzie alergia np. na jajko to na bank jest to alergia na jajko a nie zafałszowanie. Robi się te testy od ok. 3-4 lat życia dziecka. Podobno wcześniej to nie ma sensu bo dziecko jest za małe i może wyjść fałszywie ujemnie. My robiliśmy to już u syna ze 3 razy – od 3,5 lat, ostatnie w tym roku i nadal są niewiarygodne. To znaczy niby na nic nie jest uczulony – a objawy alergii są widoczne pod koniec lata i co roku jesienią mamy zapalenie oskrzeli. Obstawiamy jakieś grzybki i trawy, ale zbyt mały odczyn wyszedł, żeby to potwierdzić. Mamy je powtórzyć ale dopiero za… 2 lata! Do tego czasu nie rezygnujemy ze sterydów. Zobaczymy co powie nowo odkryty alergolog, do którego na konsultację jedziemy.

Reakcje IgE-niezależne zbadamy stosując tzw. testy płatkowIMG_20150324_173100e.

Polega to na nałożeniu na skórę (bez żadnego kłucia!) próbek alergenu i czekaniu na reakcję alergiczną 24-48godzin. W praktyce wygląda to tak, że nakleja się na plecy dziecka wielki plaster z alergenami, czeka te 48 godzin (bez kąpania) i odczytuje wynik. Bąbel i zaczerwienienie = reakcja alergiczna. My mieliśmy z małą badane różne rodzaje mleka (super sprawa). Jeden plaster przyklejony na pół godziny na udo (to miało zbadać czy jest alergia IgE zależna – patrz wyżej). Drugi plaster na drugie udo pozostawiony na 24 godz. Po odklejeniu – nic. Po przyjeździe do domu, wieczorem – pojawiły się czerwone plamki. I to była właśnie reakcja typu późnego. Późniejszego niż myśleliśmy… ;) Co ciekawe – uczuliły ją wszystkie rodzaje mleka na receptę, a po zwykłej kaszce mleczno-ryżowej nic jej nie jest. Lekarz (dr nauk medycznych, specjalista alergolog i konsultant krajowy ds. alergologii) nie potrafił tego za bardzo wyjaśnić. To nam się córa trafiła…. ;) Na razie mamy dawać zwykłe mleko modyfikowane i zobaczymy co będzie…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Różne inne